17 czerwca 2018

Zmiana perspektywy

Jakoś przemordowałam 12 godzin lotu i po zeskanowaniu odcisków palców ustawiłam się w kolejce do urzędników imigracyjnych. Każdy z nich odziany w mundur, każdy z poważną miną wnikliwie i starannie studiuje każdą literę w każdym paszporcie. Trwało wieczność zanim nadeszła moja kolej. Poważna urzędniczka przeanalizowała ciąg znaków w moim paszporcie i w mojej wizie. Potem już tylko zdjęcie, kolejne skanowanie odcisków i oficjalnie wpuszczono mnie do kraju. Uff...