W Mediolanie maleńki kościół Santa Maria delle Grazie jest tak wciśnięty między inne budynki, że trudno go odnaleźć. Dlatego trochę błądziłyśmy po ulicach, zanim trafiłyśmy. Odebrałyśmy bilety i dołączyłyśmy do międzynarodowej grupy turystów czekających na swoją turę zwiedzania. W tych murach bowiem znajduje się dzieło, które w ostatniej dekadzie przeżywa prawdziwy renesans. A wszystko za sprawą pisarza, który publikacją swojej książki włożył (zamierzenie lub nie) przysłowiowy kij w mrowisko. I rozgorzała globalna dyskusja, a jej niezaprzeczalnie pozytywnym efektem był wzrost czytelnictwa książek (co w dobie mediów elektronicznych jest fenomenem) oraz wzrost zainteresowania sztuką. Ten drugi aspekt ograniczył się wprawdzie głównie do zwiedzania Luwru, gdzie Mona Lisa jest oblegana każdego dnia. Ale rosnący wokół nas tłum czekających świadczył, że i Mediolan przyciąga turystów nie tylko konsumpcyjną sztuką wielkich krawców, ale również sztuką w tradycyjnym wydaniu.
Przypadki w podróży, podane w lekki sposób, z odrobiną autoironii - auto-ironic glance into traveler's life
20 października 2013
1 października 2013
Dachy świata cz.3
Tym razem to był pomysł mojej córki, więc nie mogła marudzić. Chociaż ona utrzymuje, że tylko przyśpieszyła zdarzenie, które i tak było nieuniknione, znając jej matkę. A moja córeczka już dobrze wie, że w tej kwestii protesty na nic się zdadzą, bo matka z natury nieustępliwa...
Więc radośnie i dziarsko rozpoczęłyśmy maraton.
Subskrybuj:
Posty (Atom)