26 października 2016

Turystyka ekstremalna - Dolina Śmierci

"...Bye, bye Hollywood Hills, I'm gonna miss you wherever I go...." - głośno ryczały głośniki w naszym aucie, gdy wyjeżdżałyśmy z (El Pueblo de Nuestra Senora la Reina de) Los Angeles. Miasto Aniołów i wzgórza San Gabriel zostały daleko za nami, a my pędziłyśmy (pilnując jednak ograniczeń prędkości) międzystanową 15-stką w kierunku Doliny Śmierci. Poza ograniczeniami prędkości pilnowałyśmy również poziomu paliwa w baku, gdyż stacje benzynowe na tym pustkowiu miały zdarzać się niezmiernie rzadko. Póki wiodły nas dwa, szerokie i uczęszczane pasy autostrady, nie było tak źle. Gorzej zrobiło się, gdy w Baker zjechałyśmy na zwykłą drogę krajową 127, ale przezornie uzupełniłyśmy paliwo przed zmianą trasy.

17 października 2016

Pustynny rafting

U schyłku lat 80-tych najbardziej lubiłam wtorkowe wieczory. To właśnie wtedy polska telewizja emitowała westerny. I tak, jak czwartek był wieczorem z kryminałem, tak wtorek był czasem dla Indian i kowbojów. Uwielbiałam oglądać  filmy z John'em Wayne'm, Robertem Mitchum'em i chłonęłam każdy szczegół Dzikiego Zachodu. Pustynie, dzikie bezdroża, konne pościgi, kurz i kłęby suchych chwastów pędzone wiatrem - to była moja romantyczna sceneria. No i jeszcze jej jeden, nieodłączny element - skały. A właściwie monolity (choć wtedy nie wiedziałam, że takie słowo istnieje ;-)). Nie wiedziałam też, że te skały są w kolorze czerwonym. Hmmm...ale pewnie dlatego, że mieliśmy czarno-biały telewizor!