"...Bye, bye Hollywood Hills, I'm gonna miss you wherever I go...." - głośno ryczały głośniki w naszym aucie, gdy wyjeżdżałyśmy z (El Pueblo de Nuestra Senora la Reina de) Los Angeles. Miasto Aniołów i wzgórza San Gabriel zostały daleko za nami, a my pędziłyśmy (pilnując jednak ograniczeń prędkości) międzystanową 15-stką w kierunku Doliny Śmierci. Poza ograniczeniami prędkości pilnowałyśmy również poziomu paliwa w baku, gdyż stacje benzynowe na tym pustkowiu miały zdarzać się niezmiernie rzadko. Póki wiodły nas dwa, szerokie i uczęszczane pasy autostrady, nie było tak źle. Gorzej zrobiło się, gdy w Baker zjechałyśmy na zwykłą drogę krajową 127, ale przezornie uzupełniłyśmy paliwo przed zmianą trasy.
Dzicz - to jedno słowo trafnie określa krajobraz, który podziwiałyśmy z samochodu. Dzicz, żywego ducha, bardzo rzadko mijał nas inny samochód. Nawigacja wskazywała, że dojeżdżamy do miasteczka Shoshone. Zostały 2 mile do pokonania, a tu ..... step szeroki. I nic więcej. Oczywiście nie straszna nam była samotna jazda po tej pustyni. Tak długo, jak butelki wody mineralnej zalegały na tylnej kanapie, a chipsy i batoniki stanowiły podstawę naszego żywienia - widmo zgubienia się w tej okolicy nie martwiło nas wcale. Bak paliwa też był pełny! :-)
No i rzeczywiście, za ostatnim zakrętem drogi Shoshone okazało się naszym oczom w całej okazałości. Centrum miasteczka (bardziej osady) stanowiła szosa, a na jej poboczach: stacja benzynowa, sklep wielobranżowy i poczta w jednym oraz bar - restauracja.
Czas się tu zatrzymał chyba na latach 60-tych ubiegłego stulecia, a sądząc po niektórych elementach wystroju baru, prawo nadal stanowił tu sześciostrzałowy Colt. Za to właścicielka była bardzo miła i otwarta na turystów i nakarmiła nas do syta najlepszymi hamburgerami, jakie kiedykolwiek jadłyśmy. Do tego ogromna góra domowych frytek i niekończąca się dolewka kawy.
Z Shoshone prosta droga wiodła nas już do Parku Narodowego Doliny Śmierci. Gdzieś przy szosie przebiegł i na moment zatrzymał się mały pustynny lis. Przez chwilę zagapił się na nas ale uciekł, zanim sięgnęłyśmy po aparat. Ponieważ jechałyśmy zwykłym osobowym autem, a nie żadnym terenowym monster-truck'iem, ograniczyłyśmy nasze zwiedzanie parku do tych miejsc, gdzie na pewno dojedziemy i wyjedziemy bez problemów.
Na początek był Mormon Point, a potem długi przejazd do Badwater, gdzie wyschnięta niecka słonego jeziora znajduje się 89m pod poziomem morza. Jak wyczytałam w przewodniku, kiedyś była to naturalna granica nie do przejścia dla osadników. Brak wody, gorąc i pustynia dookoła. Nazwa tego parku nie wzięła się z nikąd! W przewodnikach radzą, aby nie odwiedzać parku latem, gdyż temperatury nie sprzyjają....... hmmmm, no cóż. Oto jesteśmy, w ten piękny ostatni dzień lipca!!! Według komputera pokładowego naszego wehikułu mamy na zewnątrz 47 stopni celsjusza. W cieniu. Tylko, że cienia nigdzie nie ma!!!
- No to co? - wymieniłyśmy spojrzenia z córką - jedno szybkie zdjęcie i wracamy do klimatyzowanego auta?
Wysiadłyśmy z auta, a silny podmuch wiatru wtłoczył nam gorące (na prawdę gorące) powietrze w płuca. Z ciała wyparowała nam chyba cała woda. Pamiątkowa sesja zdjęciowa w sumie zajęła nam 10 minut, a po powrocie do auta dość szybko i dość znacząco uszczupliłyśmy nasze zapasy wody mineralnej. Pić, pić, pić!!!
Na tym pustkowiu jest jednak oaza z bujną roślinnością i ośrodkiem hotelowym - Furnace Creek. SPA in the middle of nowhere.
Zabriskie Point był ostatnim punktem na tej ekstremalnej trasie.
A potem długa droga do następnego miejsca na nocleg. Pahrump było ostatnią ostoją cywilizacji. Potem zapadła ciemność na trasie i nawet włączenie długich świateł niewiele pomagało. Ale w tej czarnej nocy zatrzymałyśmy się na chwilę, aby zobaczyć takie ilości gwiazd na niebie, jakich nigdzie wcześniej nie widziałyśmy. Trochę potrwało, zanim odnalazłyśmy znajomy Wielki Wóz. :-)
A nasz punkt docelowy pojawił się po pewnym czasie na horyzoncie.......
W czasach Nerona taką łunę widać było pewnie nad płonącym Rzymem. Współcześnie w USA to pewny znak, że dojeżdżasz do Las Vegas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz