29 grudnia 2013

Paryż w Zatoce Fińskiej

Słoneczna, rześka sobota. Luty. Kilka stopni poniżej zera bynajmniej nie zniechęca mnie do spaceru. Śnieg skrzący się wokół tworzy cudną, trochę tajemniczą aurę.
Newski Prospekt to szeroka aleja, w tygodniu tak zatłoczona, że piesi walczą tu o przetrwanie. Zielone światło na przejściach świeci krótko, więc często się zdarza, że piesi są zaskakiwani zmianą światła na czerwone, gdy są dopiero w połowie przekraczania ulicy. A zielone światło dla kierowców oznacza, że ruszają gwałtownie, z piskiem opon. Niezależnie od tego, czy pieszy zszedł już z jezdni, czy jeszcze nie.
Kolejny raz uskakując na chodnik (co w marznącym błocie śniegowym nie jest łatwe) przed pędzącym autem dostrzegłam podobieństwo między Sankt Petersburgiem a Paryżem. Newski Prospekt - szeroka, główna arteria miasta jest jak Champs Elyses w Paryżu: ruchliwa, z mnóstwem drogich i droższych sklepów, rządząca się tym samym prawem - prawem silniejszego. A silniejszym na pewno nie jest pieszy.

25 listopada 2013

Enjoy the ride!

Ciemno, zimno i do domu daleko.
A będzie jeszcze ciemniej, zimniej i znacznie dalej do domu.
Zapięłam pasy w swoim fotelu i siedzę wsłuchując się w cichy szum urządzeń chłodzących kabinę. Właściwie to nie siedzę, tylko leżę na plecach, bo fotele są obrócone pod kątem 90 stopni. Wokół panuje ciemność i oczy powoli oswajają się z mrokiem kabiny. Przede mną duży wyświetlacz, mnóstwo migających kontrolek i niesamowity widok granatowego nieba. Czystego nieba. Ani jednej chmury.
Gdzieś głęboko, pod podłogą miarowy pomruk silników wprawia kabinę w lekkie wibracje. Z głośników płyną kolejne komunikaty ale prawie nic z ich treści do mnie nie dociera, ponieważ zbyt wiele się dzieje wokół abym mogła całkowicie poświęcić swą uwagę na słuchanie kolejnych komend.

2 listopada 2013

Katharsis....... made in USA :-)

Córka przez dłuższą chwilę przyglądała się wagonikom rollercoastera pędzącym nad naszymi głowami. Jadący w nich ludzie piszczeli, krzyczeli i wydawali nieludzkie wrzaski. Ogólnie dobrze się bawili. Po analizie tego sielskiego obrazka decyzja córki była podjęta: 

- nie jedzie!

- Nie ma mowy!

- Absolutnie!

Nie polemizowałam, gdyż jej "nie" było zdecydowane, kategoryczne, niepodważalne. Ona nie jedzie!
A ja owszem!!! :-)

20 października 2013

Kontemplacja dzieła

W Mediolanie maleńki kościół Santa Maria delle Grazie jest tak wciśnięty między inne budynki, że trudno go odnaleźć. Dlatego trochę błądziłyśmy po ulicach, zanim trafiłyśmy. Odebrałyśmy bilety  i dołączyłyśmy do międzynarodowej grupy turystów czekających na swoją turę zwiedzania. W tych murach bowiem znajduje się dzieło, które w ostatniej dekadzie przeżywa prawdziwy renesans. A wszystko za sprawą pisarza, który publikacją swojej książki włożył (zamierzenie lub nie) przysłowiowy kij w mrowisko. I rozgorzała globalna dyskusja, a jej niezaprzeczalnie pozytywnym efektem był wzrost czytelnictwa książek (co w dobie mediów elektronicznych jest fenomenem) oraz wzrost zainteresowania sztuką. Ten drugi aspekt ograniczył się wprawdzie głównie do zwiedzania Luwru, gdzie Mona Lisa jest oblegana każdego dnia. Ale rosnący wokół nas tłum czekających świadczył, że i Mediolan przyciąga turystów nie tylko konsumpcyjną sztuką wielkich krawców, ale również sztuką w tradycyjnym wydaniu.

1 października 2013

Dachy świata cz.3

Tym razem to był pomysł mojej córki, więc nie mogła marudzić. Chociaż ona utrzymuje, że tylko przyśpieszyła zdarzenie, które i tak było nieuniknione, znając jej matkę. A moja córeczka już dobrze wie, że w tej kwestii protesty na nic się zdadzą, bo matka z natury nieustępliwa...
Więc radośnie i dziarsko rozpoczęłyśmy maraton.

24 września 2013

Z nizin do góry

To naprawdę nie jest zamierzone ale jakoś tak się składa, że w miejscach w których czasem bywam serwowany jest szampan. Dlatego wzmianka o nim pojawia się od czasu do czasu, ale od razu załączam sprostowanie: nie jestem uzależniona od trunku z Szampanii, nie śledzę pilnie tras logistycznych dostawców butelkowanych "bąbelków", ani też nie wybieram miejsc podróży pod kątem organizowanych tam bankietów. Pewne rzeczy zostawiam losowi, a ten po prostu raz na jakiś czas stawia na mojej drodze wystrojonego kelnera z tacą pełnych kieliszków.

22 sierpnia 2013

Przerywnik

U zbiegu dwóch rzek betonowy cypel z rzędem ławek wzdłuż brzegów stanowi popularne miejsce wypoczynku dla mieszkańców oraz dla turystów odwiedzających to miasto z tysiąca rozmaitych powodów.
Pomnik jeźdźca na koniu góruje nad całym skwerem, a moja skromna znajomość języka Goethe'go pozwala mi zakładać, że kamienny napis "Wilhelm de Gross" oznacza Wilhelma Wielkiego. A może Wilhelma Zdobywcę...? ;-)

Dachy świata cz.2

Kolację w cudownej knajpce zakończyłam bardzo szybko (i bardzo nieelegancko) wpychając w siebie ostatnie kęsy, bo żal było zostawić - takie smaczne!
Rachunek za powyższą kolację sprintera też płaciłam w gotowości, w "blokach startowych".
Ostatnim etapem kulinarnego triatlonu był szalony galop, do góry, po licznych-ulicznych kamiennych schodach, z pełnym żołądkiem oczywiście, mimo iż wedlug zaleceń lekarzy, dietetyków i sygnałów własnego ciała, po obfitym posiłku raczej zaleca się sjestę, a nie "wielką pardubicką"

9 sierpnia 2013

Dachy świata cz.1

Himalaje nazywane są "Dachem Świata". Pewnie dlatego, że stanowiąc najwyższe pasmo górskie naszej planety są świetnym punktem widokowym. Ci odważni śmiałkowie, którzy zdobyli najwyższe szczyty wiedzą, czy widoki rzeczywiście są piękne, czy wręcz przeciwnie - ziemia tonie w pierzynie chmur i widać zdecydowanie niewiele.
Jako że ja himalaistką nie jestem, a swoje wyprawy górskie ograniczam do miejsc z łagodnym podejściem i sprawnie działającym wyciągiem, z tego powodu szanse na podziwianie zachodu słońca na Karakorum mam raczej znikome. Ale w zamian ciągnie mnie do innych miejsc widokowych i swoje "dachy świata" znajduję głównie w dużych metropoliach....

28 lipca 2013

California dreamin.....

Ten samolot ma międzylądowanie w Los Angeles przed swoim dalszym lotem na Maui, na Hawajach. Dlatego część pasażerów zostaje na miejscach czekając na dalszy ciąg podróży, a my zbieramy się do wyjścia, chociaż Maui brzmi bardzo kusząco. Ale może następnym razem.....
Najpierw sprawdzimy, co ma do zaoferowania Kalifornia. Czy rzeczywiście plaże Malibu i Venice są takie piękne, czyste i szerokie? Czy naprawdę ratownicy mają czerwone kostiumy, jak w serialu "Baywatch"..? Skoro w przypadku Nowego Jorku filmowa sceneria okazała się zgodna z prawdą, to również Kalifornia nie może być przerysowana.

21 lipca 2013

Dzikie piękno

Generalnie wiewiórka nie uchodzi za zwierzę domowe. Żyje sobie na wolności, w lasach lub parkach i raczej jest przedstawicielem fauny dzikiej. Oczywiście przyciśnięta do muru widmem śmierci głodowej prawdopodobnie podejdzie do siedzib ludzkich w poszukiwaniu jedzenia tak, jak inne dzikie zwierzęta, np. lisy, wilki, itp. Ale w pełni sezonu, gdy okoliczne parki i lasy obfitują w pokarm, dzikie zwierzę zdecydowanie stroni od człowieka.
To tyle teorii.

16 lipca 2013

NYPD........

Najlepiej podróżuje się z ekipą włoską! Lot trwał sześć godzin, z czego pięć włoski team spędził na nogach. Nie, nie, nie! Broń Boże nie brakło dla nich miejsca w samolocie. Ale zaraz po starcie i osiągnięciu szumnie zwanej wysokości przelotowej pilot zgasił lampkę "zapiąć pasy", a to stało się sygnałem dla Włochów do rozpoczęcia "standing party". Włoski zespół liczył kilkanaście osób, z miejscami luźno rozrzuconymi w dość sporym sektorze klasy turystycznej. Więc zaczęły się spacerki, po drinka, z drinkiem, na drinka. Generalnie towarzyska ekipa. Nie przeczę, nas też zachęciło to do krótkich spacerków po kabinie. W końcu ileż można siedzieć?!

14 lipca 2013

Buckingham by night

Punktualnie o 17:15, wystrojone w "małe czarne" stawiłyśmy się pod głównym wejściem. Trochę niezręcznie przyjść w gości z pustymi rękami, bez upominku dla gospodyni, ale przecież gospodyni i tak nie ma w domu, więc jesteśmy usprawiedliwione... ;-)
Paradoksalnie, gdyby gospodyni była w domu, mogłybyśmy tu przyjść tylko na oficjalną audiencję i wyłącznie na wyraźne życzenie pani domu. Czyli nieprędko!
 Dlatego korzystamy z okazji, że królowa spędza urlop w Balmoral i składamy jej wizytę nieoficjalną, stricte turystyczną.

8 lipca 2013

Cafe Ritz

Duży budynek przy Piccadilly, na rogu Green Parku nie wygląda specjalnie okazale ani elegancko, ale portier w liberii szarmancko otwierający drzwi, jest swoistą zapowiedzią, że przekraczając próg, wchodzimy do innego świata. To świat elegancji i przepychu. Świat wielkich pieniędzy: odziedziczonych wraz z tytułem, zarobionych w taki czy inny sposób lub darowanych przez los w wygranej grze. Ich pochodzenie nie jest tu ważne. To przecież nie jest urząd skarbowy. Tu nikogo nie obchodzi, jak doszedłeś do fortuny. Tutaj, jak w we wszystkich punktach usługowych z pięcioma gwiazdkami ważne jest, ile z tej fortuny zechcesz zostawić, wydając na zbytki.

28 czerwca 2013

Szampan w "B"


New Bond Street w Londynie wygląda pięknie  w promieniach wrześniowego, popołudniowego słońca. Cudowny dzień na spacer, więc nieśpiesznie pokonujemy kolejne metry szerokiego chodnika, pochłaniając świeże truskawki (nie wiem skąd je tu mają o tej porze roku) w czekoladzie. Zachwycają nas wystawy sklepowe, czerwone piętrowe autobusy  i charakterystyczne londyńskie taksówki. Celem naszego spaceru jest nowy salon znanej brytyjskiej marki odzieżowej. Otwarty niedawno. Pewnie jeszcze czuć w nim świeżą farbę, chociaż rusztowania i remontowa folia z okien są już usunięte.

22 czerwca 2013

Cotte d'azur adventure cz. 3

Malownicza trasa z Cannes do Monako wije się u podnóża Alpes Maritimes, a kręta wstęga szosy szybko ucieka pod kołami naszego wynajętego Renault Clio. No, może nie aż tak szybko, bo ostra pionowa ściana skalna po lewej stronie, a urwisko i morze po prawej sprawiają, że zdrowy rozsądek przebija się dość wyraźnie do świadomości i nakazuje zdjąć nogę z gazu.

15 czerwca 2013

Cotte d'azur adventure cz.2


Jest już późne popołudnie i słońce powoli zniża się już ku zachodowi i złoto pomarańczowym blaskiem rozświetla białą fasadę hotelu Carlton Intercontinental. Cudowny przykład stylu Belle Epoque w budynku będącym symbolem bogactwa i blichtru. Jednym z wielu symboli, jakie znajdują się w Cannes. 

10 czerwca 2013

Cotte d’azur adventure cz1.

Przed gorącym słońcem Lazurowego Wybrzeża najlepiej schronić się w chłodnych, ocienionych kawiarenkach lub tak, jak my wślizgnąć się do małego sklepu z wielkim szyldem i jeszcze większą legendą. W sklepie panuje niczym niezmącona cisza. Proste, dość ciasne wnętrze, cichutko pracująca klimatyzacja a w gablotach spełnienie marzeń niejednej niewiasty.
Cartier.

5 czerwca 2013

Haute Cuture


Cudownie jest tak wejść do sklepu znanego projektanta i przez chwilę poczuć się jak VIP.
„Czy szuka pani czegoś konkretnego?”
„Na specjalną okazję?”
„Czy podać pani coś chłodnego do picia?”
Sprzedawczyni nie ustaje w swoich zabiegach, abym tylko poczuła się dobrze. Na tyle dobrze, aby wydać w tym sklepie trochę pieniędzy.
Niespiesznie przeglądam stroje wiszące na wieszakach, a moją uwagę przyciąga piękna suknia wieczorowa. Delikatny materiał miękko prześlizguje się w moich dłoniach. Aaa… co mi tam – myślę. Przymierzę.