Słoneczna, rześka sobota. Luty. Kilka stopni poniżej zera bynajmniej nie zniechęca mnie do spaceru. Śnieg skrzący się wokół tworzy cudną, trochę tajemniczą aurę.
Newski Prospekt to szeroka aleja, w tygodniu tak zatłoczona, że piesi walczą tu o przetrwanie. Zielone światło na przejściach świeci krótko, więc często się zdarza, że piesi są zaskakiwani zmianą światła na czerwone, gdy są dopiero w połowie przekraczania ulicy. A zielone światło dla kierowców oznacza, że ruszają gwałtownie, z piskiem opon. Niezależnie od tego, czy pieszy zszedł już z jezdni, czy jeszcze nie.
Kolejny raz uskakując na chodnik (co w marznącym błocie śniegowym nie jest łatwe) przed pędzącym autem dostrzegłam podobieństwo między Sankt Petersburgiem a Paryżem. Newski Prospekt - szeroka, główna arteria miasta jest jak Champs Elyses w Paryżu: ruchliwa, z mnóstwem drogich i droższych sklepów, rządząca się tym samym prawem - prawem silniejszego. A silniejszym na pewno nie jest pieszy.