Cudownie jest tak wejść do sklepu znanego projektanta i przez chwilę poczuć się jak VIP.
„Czy szuka pani czegoś konkretnego?”
„Na specjalną okazję?”
„Czy podać pani coś chłodnego do picia?”
Sprzedawczyni nie ustaje w swoich zabiegach, abym tylko poczuła się dobrze. Na tyle dobrze, aby wydać w tym sklepie trochę pieniędzy.
Niespiesznie przeglądam stroje wiszące na wieszakach, a moją uwagę przyciąga piękna suknia wieczorowa. Delikatny materiał miękko prześlizguje się w moich dłoniach. Aaa… co mi tam – myślę. Przymierzę.
Suknia piękna! Szmaragdowa zieleń tkaniny cudnie, lejącą kaskadą spływa do kostek. Podziwiam swoje odbicie w lustrze i oczami wyobraźni widzę bogato zdobione foyer Opery Wiedeńskiej…. Kwartet smyczkowy cicho przygrywa, jasno oświetlone wnętrze (nie wiadomo, co bardziej odbija blask: kryształy z żyrandoli czy drogie kamienie w naszyjnikach kobiet), kelnerzy z tacami szampana dyskretnie przemykający miedzy gośćmi. Do rozpoczęcia balu zostało już niewiele czasu i elegancka socjeta powoli kieruje się już do swoich loży i stolików. Gentlemeni w smokingach, panie w wieczorowych kreacjach, ach…… pachnie wielkim światem.
Otwieram oczy i niechętnie wracam do rzeczywistości. Rozstaję się ze szmaragdową suknią, oddając ją pani i opuszczam sklep, żegnana miło przez sprzedawczynię, mimo że przecież nic nie kupiłam.
Kiedyś…… kiedyś pójdę na taki bal – obiecuję sobie wychodząc na oświetloną południowym słońcem ulicę San Remo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz