New Bond Street w Londynie wygląda pięknie w promieniach wrześniowego, popołudniowego
słońca. Cudowny dzień na spacer, więc nieśpiesznie pokonujemy kolejne metry
szerokiego chodnika, pochłaniając świeże truskawki (nie wiem skąd je tu mają o
tej porze roku) w czekoladzie. Zachwycają nas wystawy sklepowe, czerwone
piętrowe autobusy i charakterystyczne londyńskie
taksówki. Celem naszego spaceru jest nowy salon znanej brytyjskiej marki
odzieżowej. Otwarty niedawno. Pewnie jeszcze czuć w nim świeżą farbę, chociaż
rusztowania i remontowa folia z okien są już usunięte.
Sklepów i salonów firmowych marki „B” jest w Londynie
kilkanaście, ale to nie przypadek, że wybrałyśmy akurat ten. Otóż siedząc dziś
przy porannej kawie córka w ramach porannego przeglądu newsów internetowych
pisnęła nagle radośnie. Zaintrygowana, cóż wywołało tak gwałtowną reakcję mego
dziecięcia w miejscu publicznym (obudziła połowę klientów Starbucks’a
dosypiających nad swoim kubkiem kawki), zapytałam ją o powód tej radości. Córka
z błyskiem w oku szybko podsunęła mi telefon z otwartą stroną internetową marki
„B”. A tam, wielkimi literami orędzie do narodu! Przynajmniej do tej części
narodu, która choć trochę interesuje się modą lub po prostu na zasadzie
przypadku wie, że właśnie w tym tygodniu odbywa się w stolicy Zjednoczonego
Królestwa wystawa tekstylna / dom wariatów / targowisko próżności* (właściwe
podkreślić) – czyli inaczej mówiąc London Fashion Week!
A w ramach LFW marka „B” organizuje w Hyde Parku, właśnie
dzisiaj o 16-tej pokaz premierowy swojej najnowszej kolekcji wiosna-lato!
Córka już gotowa w blokach startowych aby tam biec. Muszę
przyznać, że i ja czuję dreszczyk emocji, ale tradycyjnie przebłysk zdrowego
rozsądku szybko studzi emocje. Wszak to impreza zamknięta, tylko dla VIPów, na
specjalne zaproszenia drukowane złotą czcionką i dostarczane przez posłańca,
który nie wiedzieć czemu naszego nazwiska ani adresu nie miał na swojej liście
doręczeń – tłumaczę cierpliwie latorośli, z nutą żalu w głosie.
No i tu dziecko dumnie udowadnia swą wyższość nad matką w
dziedzinie czytania ze zrozumieniem tekstów pisanych drobnym druczkiem!
I tłumaczy, że impreza z udziałem VIPów jest za zamkniętymi drzwiami (drzwiami do pawilonu w Hyde Parku), ale pokaz jest na żywo transmitowany, do obejrzenia na wielkim ekranie w salonie "B" na New Bond Street. Dostępny dla każdego, kto tylko zechce przekroczyć próg tego sklepu. Generalnie, aby przekroczyć próg tego sklepu w celu zakupienia kilku egzemplarzy z kolekcji musiałabym najpierw przekroczyć próg podatkowy w swoich zarobkach, ale w sumie kto biednemu zabroni!
I w ten oto sposób nasze plany na popołudnie w Londynie wykrystalizowały się, więc zjadłyśmy ostatnią truskawkę, wytarłyśmy łapki z czekolady, aby broń Boże nie wysmarować jakiegoś płaszczyka, czy torebeczki i weszłyśmy do sklepu.
Sklep urządzony bardzo elegancko, nowocześnie i wygodnie. Salon ma kilka pięter, które zwiedzamy po kolei. W końcu jedna z pań informuje nas o tym, że za chwilę rozpocznie się przekaz z Hyde Parku i zaprasza nas na antresolę, na której stoi kilka kanap dla klientów i bufet z chłodnym szampanem.
-"Proszę się częstować" - zachęca niewiasta
Czuję się jak gwiazda filmowa na prywatnym pokazie mody! Sięgam po kieliszek szampana (na serio smaczny) i choć kanapy wyglądają na wygodne, to razem z córką decydujemy się zająć strategiczną miejscówkę stojącą, tuż przy balustradzie, aby lepiej widzieć ekran. W sumie zebrało się tu całkiem sporo widzów. Są w śród nich też dziennikarze, pewnie zbyt mało ważni, aby dostać zaproszenie na pokaz na żywo, ale jednak na tyle istotni, żeby zaprosić ich do salonu.
Światła gasną, rozpoczyna się show.
Z kieliszkiem szampana podziwiam kolekcję odzieży "B" i muszę przyznać, że znalazłam w niej kilka ciekawych zestawów. Na ekranie przez chwilę pokazała się twarz Anny Wintour. Potem znów kadr na wybieg, po którym defilują modelki i..... koniec pokazu.
Skończył się, tak jak szampan w moim kieliszku. Przy wyjściu z antresoli miła pani pyta, jak się nam podobała kolekcja.
-"Bardzo ładna" - odpowiadam zgodnie z prawdą - "kilka sukienek i płaszczyków mi się spodobało"
Pani informuje mnie jeszcze, że można już składać zamówienia na wybrane modele.......
....wychodzimy ze sklepu na New Bond Street, ale szampański nastrój towarzyszy nam do wieczora. A córce towarzyszy również całkiem spora torba z logo"B", w której spoczywa jej nowy, wymarzony płaszczyk......


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz