Duży budynek przy Piccadilly, na rogu Green Parku nie wygląda specjalnie okazale ani elegancko, ale portier w liberii szarmancko otwierający drzwi, jest swoistą zapowiedzią, że przekraczając próg, wchodzimy do innego świata. To świat elegancji i przepychu. Świat wielkich pieniędzy: odziedziczonych wraz z tytułem, zarobionych w taki czy inny sposób lub darowanych przez los w wygranej grze. Ich pochodzenie nie jest tu ważne. To przecież nie jest urząd skarbowy. Tu nikogo nie obchodzi, jak doszedłeś do fortuny. Tutaj, jak w we wszystkich punktach usługowych z pięcioma gwiazdkami ważne jest, ile z tej fortuny zechcesz zostawić, wydając na zbytki.
Obie jesteśmy świadome, że na opłacenie doby hotelowej w tym miejscu musiałybyśmy jeszcze długo oszczędzać. Ale aby spędzić tu popołudnie przy kawie i ciasteczkach - na to można sobie pozwolić bez finansowej ekwilibrystyki.
Hol w londyńskim hotelu Ritz spokojnie mógłby być holem pałacowym. I to bez dodatkowej scenografii. Siedząc na wygodnej sofie, która wygląda na cenny eksponat sztuki meblarskiej, czekamy aż w Palm Court kelnerzy nakryją stoliki do popołudniowej herbaty. Zegar wskazuje pełną godzinę, więc razem z innymi gośćmi wchodzimy po schodkach otoczonych złoconą balustradą, a kierownik sali wskazuje nam miejsce przy stole.
Patera z kanapkami i ciasteczkami dyskretnie pojawiła się na stole w towarzystwie imbryka z herbatą i filiżanek. Ciepłe, angielskie bułeczki z rodzynkami i konfiturą smakują fantastycznie i kiedy sięgam po następną, zastanawiam się czy równie dobrze smakowałaby mi jedzona w małej cukierni, gdzieś w centrum miasta. Myślę, że jednak smakowałaby inaczej. w cukierni, gdzieś u zbiegu ruchliwych ulic prawdopodobnie połknęłybyśmy szybko te bułeczki i ciasteczka, popiłybyśmy gorącą herbatą i dalej biegłybyśmy szybko zwiedzać miasto, aby nie tracić czasu. Aby zobaczyć jak najwięcej. Ale tu, w tym miejscu bułeczka i filiżanka herbaty są celebrowane. Jakby czas się zatrzymał. Sącząc wolno napój delektujemy się również tym miejscem, podziwiając rzeźbę przy głównej ścianie, ogromny bukiet różowych lilii, blask kryształowych żyrandoli i pozłacane ornamenty ścian. I gdy wzrok córki spotyka się z moim, nasze myśli znów są zgodne: pasuje nam to miejsce....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz