28 lipca 2013

California dreamin.....

Ten samolot ma międzylądowanie w Los Angeles przed swoim dalszym lotem na Maui, na Hawajach. Dlatego część pasażerów zostaje na miejscach czekając na dalszy ciąg podróży, a my zbieramy się do wyjścia, chociaż Maui brzmi bardzo kusząco. Ale może następnym razem.....
Najpierw sprawdzimy, co ma do zaoferowania Kalifornia. Czy rzeczywiście plaże Malibu i Venice są takie piękne, czyste i szerokie? Czy naprawdę ratownicy mają czerwone kostiumy, jak w serialu "Baywatch"..? Skoro w przypadku Nowego Jorku filmowa sceneria okazała się zgodna z prawdą, to również Kalifornia nie może być przerysowana.

21 lipca 2013

Dzikie piękno

Generalnie wiewiórka nie uchodzi za zwierzę domowe. Żyje sobie na wolności, w lasach lub parkach i raczej jest przedstawicielem fauny dzikiej. Oczywiście przyciśnięta do muru widmem śmierci głodowej prawdopodobnie podejdzie do siedzib ludzkich w poszukiwaniu jedzenia tak, jak inne dzikie zwierzęta, np. lisy, wilki, itp. Ale w pełni sezonu, gdy okoliczne parki i lasy obfitują w pokarm, dzikie zwierzę zdecydowanie stroni od człowieka.
To tyle teorii.

16 lipca 2013

NYPD........

Najlepiej podróżuje się z ekipą włoską! Lot trwał sześć godzin, z czego pięć włoski team spędził na nogach. Nie, nie, nie! Broń Boże nie brakło dla nich miejsca w samolocie. Ale zaraz po starcie i osiągnięciu szumnie zwanej wysokości przelotowej pilot zgasił lampkę "zapiąć pasy", a to stało się sygnałem dla Włochów do rozpoczęcia "standing party". Włoski zespół liczył kilkanaście osób, z miejscami luźno rozrzuconymi w dość sporym sektorze klasy turystycznej. Więc zaczęły się spacerki, po drinka, z drinkiem, na drinka. Generalnie towarzyska ekipa. Nie przeczę, nas też zachęciło to do krótkich spacerków po kabinie. W końcu ileż można siedzieć?!

14 lipca 2013

Buckingham by night

Punktualnie o 17:15, wystrojone w "małe czarne" stawiłyśmy się pod głównym wejściem. Trochę niezręcznie przyjść w gości z pustymi rękami, bez upominku dla gospodyni, ale przecież gospodyni i tak nie ma w domu, więc jesteśmy usprawiedliwione... ;-)
Paradoksalnie, gdyby gospodyni była w domu, mogłybyśmy tu przyjść tylko na oficjalną audiencję i wyłącznie na wyraźne życzenie pani domu. Czyli nieprędko!
 Dlatego korzystamy z okazji, że królowa spędza urlop w Balmoral i składamy jej wizytę nieoficjalną, stricte turystyczną.

8 lipca 2013

Cafe Ritz

Duży budynek przy Piccadilly, na rogu Green Parku nie wygląda specjalnie okazale ani elegancko, ale portier w liberii szarmancko otwierający drzwi, jest swoistą zapowiedzią, że przekraczając próg, wchodzimy do innego świata. To świat elegancji i przepychu. Świat wielkich pieniędzy: odziedziczonych wraz z tytułem, zarobionych w taki czy inny sposób lub darowanych przez los w wygranej grze. Ich pochodzenie nie jest tu ważne. To przecież nie jest urząd skarbowy. Tu nikogo nie obchodzi, jak doszedłeś do fortuny. Tutaj, jak w we wszystkich punktach usługowych z pięcioma gwiazdkami ważne jest, ile z tej fortuny zechcesz zostawić, wydając na zbytki.