22 sierpnia 2013

Dachy świata cz.2

Kolację w cudownej knajpce zakończyłam bardzo szybko (i bardzo nieelegancko) wpychając w siebie ostatnie kęsy, bo żal było zostawić - takie smaczne!
Rachunek za powyższą kolację sprintera też płaciłam w gotowości, w "blokach startowych".
Ostatnim etapem kulinarnego triatlonu był szalony galop, do góry, po licznych-ulicznych kamiennych schodach, z pełnym żołądkiem oczywiście, mimo iż wedlug zaleceń lekarzy, dietetyków i sygnałów własnego ciała, po obfitym posiłku raczej zaleca się sjestę, a nie "wielką pardubicką"
Ale dokonałam tego wyczynu i punktualnie o 22:00, ze stanem przedzawałowym, ekstremalną zadyszką, na granicy utraty przytomności stanęłam na szczycie Montmartre, niedaleko Sacre Coeur, aby podziwiać migotające iluminacje wieży Eiffel'a. Oczywiście nie muszę wspominać, że to mojej córce przypomniało się w trakcie wspomnianej kolacji, gdzieś tak o 21:51, że za 9 (słownie: dziewięć) minut rozpocznie się niniejszy show!
Stojąc tam i podziwiając migoczącą wieżę na tle nocnego paryskiego nieba przez moment zastanawiałam się, czy to przypadkiem nie była zemsta mojej córki za to, że kilka godzin wcześniej zaciągnęłam ją na szczyt tej wieży, aby podziwiać Paryż z lotu ptaka. Wprawdzie nie kazałam jej pokonać tysięcy schodów, tylko grzecznie odczekałyśmy w ogromnej kolejce, aby kulturalnie wjechać windą na szczyt. A znając wątpliwą sympatię córki do wind oraz do wjazdu na wszelkie wysokości byłam mile zaskoczona, że pobyt na wieży jednak się jej podobał. Wprawdzie wciaż powtarzała, jak mantrę "mamo, ta wieża się chwieje" ale nie przeszkodziło jej to w robieniu mnóstwa zdjęć z widokiem na każdą stronę Paryża.
Teraz, gdy praca mego serca się unormowała, oddech wyrównał, a żołądek wrócił na swoje miejsce, rzuciłam dyskretne spojrzenie na stojącą obok córeczkę. Zauroczona wpatrywała się w rozświetlony symbol Paryża szczęśliwa, że udało nam się nie przegapić tego widowiska.

I tak stałyśmy obie, wpatrując się jak urzeczone, ..... każda w inny obiekt........

Brak komentarzy: