Himalaje nazywane są "Dachem Świata". Pewnie dlatego, że stanowiąc najwyższe pasmo górskie naszej planety są świetnym punktem widokowym. Ci odważni śmiałkowie, którzy zdobyli najwyższe szczyty wiedzą, czy widoki rzeczywiście są piękne, czy wręcz przeciwnie - ziemia tonie w pierzynie chmur i widać zdecydowanie niewiele.
Jako że ja himalaistką nie jestem, a swoje wyprawy górskie ograniczam do miejsc z łagodnym podejściem i sprawnie działającym wyciągiem, z tego powodu szanse na podziwianie zachodu słońca na Karakorum mam raczej znikome. Ale w zamian ciągnie mnie do innych miejsc widokowych i swoje "dachy świata" znajduję głównie w dużych metropoliach....
Gdy tylko dowiedziałam się, że można wejść na kopułę Bazyliki św. Piotra w Watykanie, od razu ustawiłam się w kolejce. A kolejka długa..... ale na szczęście tłum przesuwał się dość sprawnie i w krótkim czasie dotarłam na szczyt, wyszłam na taras widokowy i pierwszy raz w życiu spojrzałam z góry na Rzym. Znalazłam swoje miejsce w Wiecznym Mieście. I wiedziałam, że będę tu wracać.
Wróciłam kilkanaście lat później. Tłum turystów czekających w kolejce do wejścia na kopułę był tak samo liczny jak ten, który pamiętałam sprzed lat. Córka dzielnie stanęła w "ogonku", choć perspektywa czekania działała na nią zniechęcająco. Ale ja, przyzwyczajona za młodu do takich kolejek za kawą, masłem, cukrem i innymi produktami luksusowymi w epoce PRLu dzielnie podtrzymywałam swoją jedynaczkę na duchu i w dość krótkim czasie dotarłyśmy do okienka kasowego. I tu pojawił się dylemat:
Czy pokonać całą drogę na szczyt piechotą = 520 schodów?
Czy dopłacić 1 Euro i częściowo podjechać do góry windą = 320 schodów?
Córka zmagała się chwilę z własnymi fobiami, a ja obserwowałam jak cudnie na jej buźce maluje się strach przed windą walczący z niechęcią do wspinania się po schodach. Dziecko wyszło z tej walki zwycięsko, więc wybrałyśmy bramkę numer 2 - czyli opcja z windą!
Winda super nowoczesna, z przystojnym młodym Włochem w roli windziarza, więc moje dziecię nie cierpiało aż takich katuszy. Te czekały ją dopiero po wejściu do wieży ze schodami. :-)
Żaden ze mnie architekt ale kopuła, jako zwieńczenie budowli, jest z definicji okrągła. Tak też biegną w środku schody. U podstawy kopuły łagodnym łukiem, a im bliżej "czubka" kopuły, tym ciaśniejsze korytarze, tym bardziej strome podejścia. A zatrzymać się na dłuższy odpoczynek nie można. Tzn. można, ale wtedy blokuje się całe przejście i wszyscy idący za nami muszą się zatrzymać i czekać, aż znów ruszymy.
Nie chcemy wystawiać cierpliwości turystów idących za nami na ciężką próbę, więc powoli drapiemy się dalej w górę. Radość dziecka na widok wyjścia na taras widokowy - bezcenna. Córka zachwyca się tym, że może z góry spoglądać na wnętrze Bazyliki, bo rzeczywiście widok fantastyczny. Tylko że to nie jest cel naszej wędrówki...... Nie chcę gasić tego wybuchu euforii, jednak dyskretnie podsuwam córce przewodnik ze zdjęciem Bazyliki i powoli wyjaśniam, że jesteśmy dopiero tu......., a cel naszego spaceru jest tam.....
"You must hate me!!!" - wzdycha ciężko dziecię, ale dzielnie człapie dalej w górę.
Jesteśmy już blisko szczytu i korytarz jest już bardzo klaustrofobiczny. A potem drewniane, pionowe drabinki i wiszące z góry liny służą nam jako poręcz i w końcu przekraczamy próg wychodząc na zewnętrzny tarasik kopuły. Blask słońca oślepia na moment ale już po chwili można cieszyć oczy najwspanialszym widokiem w Watykanie.
Mając u stóp Wieczne Miasto zapomina się o ciasnych korytarzach, którymi tu przyszłyśmy. Widok niezapomniany, niemożliwy do opisania. Córka wpatrzona w dal, albo fotografująca widoki. Radosna i zadowolona, jakby zdobyła koronę Himalajów.
I jak mam jej powiedzieć, że droga powrotna, w dół, wcale nie jest łatwiejsza niż droga w górę....?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz