22 sierpnia 2013

Przerywnik

U zbiegu dwóch rzek betonowy cypel z rzędem ławek wzdłuż brzegów stanowi popularne miejsce wypoczynku dla mieszkańców oraz dla turystów odwiedzających to miasto z tysiąca rozmaitych powodów.
Pomnik jeźdźca na koniu góruje nad całym skwerem, a moja skromna znajomość języka Goethe'go pozwala mi zakładać, że kamienny napis "Wilhelm de Gross" oznacza Wilhelma Wielkiego. A może Wilhelma Zdobywcę...? ;-)
Chociaż równie dobrze "Gross" może być zwyczajnie nazwiskiem rodowym postaci z monumentu, albo może odnosić się do gabarytów owego pomnika, gdyż zarówno dzielny rycerz, jaki i jego równie waleczny rumak są przedstawieni w ogromnej skali.
Kogokolwiek ten pomnik przedstawia, dla mnie jest sprawą drugorzędną (chociaż luki w znajomości historii powszechnej może powinny wywołać rumieniec wstydu), a istotne jest to, że cokół pomnika tworzą szerokie, kamienne schody wiodące na taras widokowy, gdzieś w połowie pomnika.

Siedzę leniwie na ławce, wystawiając twarz na gorące promienie sierpniowego słońca i prowadzę wewnętrzną dyskusję z zakresu "czy chce mi się podnieść z tej ławki, wdrapać po tych schodach i sprawdzić, jaki jest widok z tego tarasu?!"
I póki co, leniwa strona mojej natury wygrywa.
Za dobrze mi się siedzi na tej ławeczce. Szpilki leżą pod ławką, aby zmęczone stopy mogły odpocząć, a ja opalam nie tylko pyszczek, ale też ręce i nogi (chociaż tylko od kolan w dół).

Za moimi plecami Mozela wolno łączy się z Renem, a w ich wodach odbija się królująca na wzgórzu obronna twierdza. To kolejna atrakcja turystyczna, na którą wjechać można nowoczesną kolejką linową.
Niedaleko, na obu rzekach ostatni pasażerowie rejsowych stateczków kończą zaokrętowanie. Zaglądam na pokłady: niektóre luksusowe, z salą bankietową, leżakami i jaccuzi. Inne trochę skromniejsze. Statek o wdzięcznej nazwie "La Paloma" właśnie odbija od brzegu.
Jest późne popołudnie i słońce powoli zniża swój majestat, złocąc wody obu rzek. Wzdłuż ich brzegów ludzie odpoczywają na kocach albo biegają dla zdrowia lub utrzymania formy. Ci mniej aktywni siedzą nad brzegiem w piwnych ogródkach. Sielskie lato w mieście. I tylko ja (jak wybryk natury) w szpilkach, garsonce, prosto ze spotkania służbowego, wystrojona i wyposażona zdecydowanie nieadekwatnie do miejsca.....

...no niech już będzie! Zakładam szpilki, zbieram z ławki torebkę, laptopa i kieruję się na kamienne schody. Zobaczymy, na co przez wieki gapi się Wilhelm ze swojego ogromnego cokołu.....

Brak komentarzy: