Słoneczna, rześka sobota. Luty. Kilka stopni poniżej zera bynajmniej nie zniechęca mnie do spaceru. Śnieg skrzący się wokół tworzy cudną, trochę tajemniczą aurę.
Newski Prospekt to szeroka aleja, w tygodniu tak zatłoczona, że piesi walczą tu o przetrwanie. Zielone światło na przejściach świeci krótko, więc często się zdarza, że piesi są zaskakiwani zmianą światła na czerwone, gdy są dopiero w połowie przekraczania ulicy. A zielone światło dla kierowców oznacza, że ruszają gwałtownie, z piskiem opon. Niezależnie od tego, czy pieszy zszedł już z jezdni, czy jeszcze nie.
Kolejny raz uskakując na chodnik (co w marznącym błocie śniegowym nie jest łatwe) przed pędzącym autem dostrzegłam podobieństwo między Sankt Petersburgiem a Paryżem. Newski Prospekt - szeroka, główna arteria miasta jest jak Champs Elyses w Paryżu: ruchliwa, z mnóstwem drogich i droższych sklepów, rządząca się tym samym prawem - prawem silniejszego. A silniejszym na pewno nie jest pieszy.
Na końcu Newskiego, tuż przy rzece skręca się w prawo i wychodzi się na duży plac zamkowy. Ogromny gmach w bieli i zieleni to główny cel mojego spaceru.
Pałac Zimowy. Ermitaż.
Z zewnątrz imponujący, ale dopiero wnętrza przytłaczają swoim przepychem. Już od progu, od Holu Głównego idąc po białych, marmurowych schodach przykrytych czerwonym dywanem, zachwycają mnie spływające ze ścian i sufitów złote zdobienia. Ta królewska kombinacja barw, biało - czerwono - złota, powtarza się prawie w każdej kolejnej komnacie: wielkiej sali tronowej, buduarze, czy w galerii poświęconej wojnie z 1812 roku. Jedynie sala z malarstwem Rembrandta uspokaja zielenią ścian.
Nie sposób przejść przez cały pałac, zwłaszcza gdy nadmiar złota i czerwieni na białych marmurach przyprawia o zawrót głowy, a liczne zbiory rzeźb i obrazów tylko potęgują to uczucie.
Stojąc nad rzeką trudno oderwać wzrok od imponującej budowli. Niszczona wojną i rewolucją, a gdy pył zawieruchy dziejowej opadł spokojnie w nurty rzeki, odbudowana aby przypominać o czasach dawnej świetności. Marmurowy kolos, ozdobiony dziełami sztuki. Niemy świadek historii. Piękny.
Zimna, marznąca bryza przywołuje mnie na powrót do rzeczywistości. Brzegi Newy są skute lodem i tylko środkiem leniwie płynie woda. Za mną mała wyspa na rzece, a na niej cerkiew i mury Twierdzy Pietropawłowskiej. Niczym paryska Ile de la Cite z Notre Dame, w sąsiedztwie pałacu - muzeum. Pałac Zimowy niczym Luwr.
Dwa miasta tak odległe, tak różne, a tak podobne.
I tylko podmuchu mroźnego, wilgotnego wiatru znad Newy nijak nie można porównać do rześkiej bryzy znad Sekwany.

