1 października 2013

Dachy świata cz.3

Tym razem to był pomysł mojej córki, więc nie mogła marudzić. Chociaż ona utrzymuje, że tylko przyśpieszyła zdarzenie, które i tak było nieuniknione, znając jej matkę. A moja córeczka już dobrze wie, że w tej kwestii protesty na nic się zdadzą, bo matka z natury nieustępliwa...
Więc radośnie i dziarsko rozpoczęłyśmy maraton.
Pierwsza setka śmignęła dość szybko, chociaż początek był trudny i w głowie lekko zawirowało. Ale niezrażone przystąpiłyśmy do drugiej setki. Też poszła gładko, aczkolwiek ciśnienie się lekko dźwignęło i pot na czoło występować zaczął. Wszak to sierpień! Godziny południowe! A my tu już do trzeciej setki się przymierzamy! I właśnie wtedy organizm zaprotestował (bo nie przyzwyczajony) i w oczach pociemniało, a w kolanach jakoś tak miękko się zrobiło. Więc chwila przerwy, aby mroczki sprzed oczu odpędzić i oddech wyrównać! Nogi dalej ociężałe, jakby chciały odmówić posłuszeństwa, no ale trzy sety za nami, więc walczymy dalej.
Przy czwartej setce towarzyszyła nam krótko mała grupka Rosjan. Mieli dobre humory i uśmiechali się zachęcająco, ale mimo to widać było, że dla nich to również wyczyn nie lada. I tak oto w towarzystwie braci Słowian ostatnia seta zaliczona! Została nam już tylko jedna, finałowa pięćdziesiątka i obawiałam się, że zaliczymy ją na czworaka. Bo to i w głowie się już kręci i na nogach jakoś trudno ustać.
No ale córka mnie mobilizuje, że jakoś nie wypada tak na finiszu, na czworaka, z twarzą przy zakurzonej podłodze..... To wstyd i hańba! Więc zbieram resztki sił (i godności), zbieram wolę i ...... pięćdziesiątka wzięta!!!
I nareszcie jasne, prawie oślepiające światło.
I powiew świeżego powietrza!
Udało się, w to cudne słoneczne południe pokonać 450 kamiennych, krętych, miejscami bardzo stromych schodów na wieżę Kościoła Mariackiego w Gdańsku. Stojąc na ciasnym tarasiku widokowym zachwycamy się widokiem gdańskiej starówki.
W pobliżu, na kanałach kołyszą się maszty żaglowców.
A ja spoglądam dalej na horyzont, gdzie ciemnym granatem Bałtyk odcina się od błękitu nieba.
"...morze, nasze morze, będziem ciebie wiernie strzec...."
....tylko najpierw pozwól nam z tej wieży znów na ziemię się zwlec..... :-)

Brak komentarzy: