27 października 2015

Balkon Europy Habsburgów

Niestety trzeba przyznać rację córce gdy mówi, że nawigator ze mnie marny. Tym razem dowiodłam niezbicie, że nie należy rzucać się (jak szczerbaty na suchary) na pierwszy drogowskaz wiodący do Castello Miramare, tylko lepiej dalej jechać autostradą i znaleźć dogodniejszy zjazd do centrum Triestu. Ale ja oczywiście dostrzegłszy napis na znakach USCITA CASTELLO DI MIRAMARE usilnie kazałam dziecku zjechać w oznaczonym kierunku. Skutkiem tej jakże "trafnej" decyzji wpędziłam córkę w jakieś górskie ścieżyny, o dziwo asfaltowe, ale niezmiernie wąskie. Dróżki te, nie dość że kręte serpentyny, strome niczym rozbieg Wielkiej Krokwi, to jeszcze z dozwolonym ruchem w dwóch kierunkach! Córka odważnie przyjęła na klatę ten karkołomny przejazd. Coś tam sobie szeptała pod nosem i wolę myśleć, że to była modlitwa kierowcy w chwili próby, a nie przekleństwa pod adresem nawigatora. I brnęłyśmy przez kolejne wioski, byle w dół, byle do Triestu. Już w dole widać zatokę (notabene - piękną).
Tu należałoby wspomnieć, że wspaniałomyślnie nie tankowałyśmy na autostradzie bo uznałam, że to co miałyśmy w baku wystarczy, a zatankujemy już w Trieście. Tymczasem rezerwa świeciła się już dość długo, a wskazówka poziomu paliwa niebezpiecznie zbliżała się do zera.
Chwała Bogu, że więcej "dobrych" pomysłów nie przyszło mi do głowy, więc finał podróży był z happy end'em. Udało się zjechać w doliny, na główną ulicę Triestu, gdzie córka oznajmiła: "dalej sama sobie jedź"!
No więc przesiadłam się na fotel kierowcy i ostatnie kilometry na oparach benzyny przekulałyśmy się na parking przy pałacu Miramare.
Dlaczego nie prosto na stację benzynową? - ktoś spyta.
Bo priorytety były jasne: najpierw pałac, bo została godzina do zamknięcia dla zwiedzających.
Później stacja benzynowa, bo była niedziela. A we Włoszech w niedzielę stacje są zamknięte anyway. Jedyna opcja to tankowanie na samoobsłudze, co też może być ekscytujące, gdy automat nie przyjmuje kart płatniczych, a w kieszeni zostało parę Euro w drobniakach.... ale to już temat na post pod tytułem "zarządzanie budżetem w podróży"

Pałacyk Miramare jest bardzo piękny, zbudowany z białego kamienia, stoi majestatycznie nad zatoką i wydaje się być oazą spokoju.
Z zewnątrz - cesarski Wiedeń
W środku - piraci z Karaibów (przynajmniej komnaty księcia Maksymiliana Habsburga swym urządzeniem przypominają kajuty na pokładzie pirackiego statku.







Generalnie cały Triest robi wrażenie Wiednia w miniaturze. Zwłaszcza wieczorem, gdy siedząc w kawiarni na Placu Zjednoczenia Włoch leniwie sączy się drinka przy dźwiękach fortepianu.




Brak komentarzy: