W ostatnich dniach grudnia na warszawskim lotnisku Chopina całkiem spora grupa kibiców żegnała zespół polskich alpinistów wylatujący na zimową wyprawę. Podjęli wyzwanie, aby zimą zdobyć K2. Szaleńcy - pomyślałam obserwując z daleka pięciu śmiałków. Spacerowałam wraz z córką po terminalu czekając na swój lot i obie zastanawiałyśmy się, jak oni przetrwają w mroźnych Himalajach. Tam pewnie będą walczyć o przetrwanie w ekstremalnych warunkach.
Rano może zaczną dzień od łyka kawy i szybkiego śniadania. Potem wymarsz z miejsca zakwaterowania. Cały dzień w drodze, walcząc z porywistym wiatrem wiejącym w twarz, bo akurat wieje w kierunku przeciwnym niż ten, w którym trzeba iść. Dodatkowo silne opady śniegu i śnieżne zadymki co krok. Mróz w granicach 12 stopni poniżej zera. I przemarznięci będą brnąć w śniegu sięgającym łydek. Powoli, walcząc z siłą natury pokonają pieszo 10 kilometrów. A wieczorem słuchając wiatru i śnieżnej zamieci zasną umęczeni. A.... nie! To nie plan dla himalaistów! To nasz dzisiejszy dzień w Nowym Jorku. Gdy nad wschodnie wybrzeże USA właśnie nadciągnęła zima stulecia, przynosząc śnieżny huragan Greyson..... :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz