To płaszcz, czy futro?
A może płaszcz i futro?
Ale walizka nie jest z gumy. Nie upchniemy w niej dwóch par łyżew, dwóch płaszczy, dodatkowych kozaków na zmianę i reszty zimowych ciuchów.
No to płaszcz, czy futro?
Futro ciężkie, niepraktyczne w podróży.... ale ciepłe.
To może jednak tylko futro...?
Podróżowanie zimą tworzy takie właśnie dylematy. Ostatecznie zdecydowałyśmy się zabrać tylko futra. I to była słuszna decyzja!
Plan wycieczki przygotowałyśmy sobie ambitny:
- Sylwester na Times Square - och, jaka tam musi być cudowna atmosfera. Przeżycie niesamowite!
- Noworoczny spacer po Central Parku, gdy wszystko pokrywa romantyczny, śnieżny puch!
- Wyjazd do Niagara Falls - bo te zdjęcia zmrożonego wodospadu, które kilka lat temu zrobiły furorę w sieci, były takie piękne. Jak z bajkowej krainy "Frozen". Musimy to zobaczyć na własne oczy!!! I zrobić własne zdjęcia w cudownej, zimowej scenerii.
To były nasze trzy, kluczowe punkty w planie zwiedzania, przeplatane spektaklami na Broadway'u, jazdą na łyżwach na słynnym lodowisku przy Rockefeller Center i opychaniem się cheesecake'ami.
To był na serio fajny plan wycieczki. Nie przywidywał tylko jednego - zimy stulecia w Nowym Jorku, która skutecznie przetestowała naszą elastyczność i zdolność dostosowania się do zmieniających się warunków. A mnie osobiście nauczyła jeszcze jednego - akceptowania tego, na co nie mam najmniejszego wpływu.
Zaczęło się już w samolocie do Nowego Jorku, gdzie kilkoro pasażerów siedzących obok usłyszało naszą rozmowę o Sylwestrze na Times Square i postanowili podzielić się z nami swoimi radami. To naprawdę miłe z ich strony. Usłyszałyśmy więc, że: nie warto tam iść; będą tłumy; trzeba tam będzie stać w miejscu kilka godzin bez jedzenia, picia i toalety; nawet jeśli nie będzie zimno, to generalnie nie warto.
No dobra! Wysłuchałyśmy tych słów zachęty cierpliwie i uznałyśmy, że zdecydujemy na miejscu, co robimy. Był dopiero 29 grudnia, więc jeszcze miałyśmy trochę czasu. Wylądujemy w Nowym Jorku i zobaczymy.
30 grudnia rozpoczęłyśmy od śniadania w hotelowej restauracji z najwspanialszym widokiem na świecie. Widok najpierw nieśmiało wyłaniał się z mgieł, aby w końcu pokazać się w pełniej krasie.
O tak! Śniadania miały iście bajkową oprawę.
Bajka kończyła się w momencie wyjścia z hotelu. W Polsce zima też czasem zaszaleje i termometr pokaże 10 stopni Celsjusza poniżej zera. I jakoś udaje się przetrwać. Więc futra na grzbiet, aparaty w dłoń i zwiedzamy.
Brrrrr.... jakoś tak zimno, nawet jak na te -10.
Nasze mądre telefony potwierdziły, że owszem jest -10 stopni, ale ponieważ Manhattan jest tak jakby otoczony wodą (Hudson River, East River i nie zapominajmy o szerokich wodach Zatoki Upper Bay) to dzięki wiatrom znad wody temperatura odczuwalna to -15 stopni Celsjusza!!! Super!!!!
Niskie temperatury nie odstraszyły ani nas, ani tysięcy innych turystów i Manhattan jak zwykle był zatłoczony. Ale był też przepięknie oświetlony i ozdobiony świątecznymi dekoracjami.
W sylwestrowy poranek mróz nadal się utrzymywał ale my dzielnie zdecydowałyśmy, że pójdziemy na lodowisko. W końcu po coś te łyżwy przytargałyśmy przez ocean. Lodowisko przy Rockefeller Center to chyba najsłynniejsza ślizgawka świata. Pokazywana w tak wielu filmach i serialach, że stała się niemal miejscem zimowego kultu. Nie można być zimą w Nowym Jorku i nie jeździć tam na łyżwach! Marzyłyśmy o tym od pewnego czasu i w tym roku w końcu zrealizujemy marzenie!!!
Radość, która nas rozpierała szybko uleciała, gdy okazało się, że tafla lodu jest w sumie niewielka, w przeciwieństwie do kolejki chętnych do jazdy. Cena za godzinę jazdy też jakoś nie powalała na kolana....
- W hotelu w jakieś broszurce zachwalali jeszcze lodowisko przy Bryant Park.....
Jak pomyślały, tak uczyniły. Nie można się poddawać i trzeba być otwartym na inne możliwości. Lodowisko przy Bryant Park okazało się być znacznie większe, znacznie lepiej przygotowane, bez kolejek i w bardzo rozsądnej cenie. ;-)
I tuż przy świątecznie oświetlonym Empire State Building....
Czyli lodowisko zaliczone! Trochę zmarzłyśmy ale skoro jesteśmy już tak blisko, to sprawdziłyśmy sytuację na Times Square. Dochodziła 16:00. Stacje metra przy Times Square były już zamknięte, ulice odgrodzone barierami, radiowozy ustawione w poprzek, betonowe zapory, mnóstwo służb mundurowych, security control i .....tłumy ludzi ciągnących w tym samym kierunku. Razem z córką wymieniłyśmy spojrzenia - dopiero 16:00. Do północy daleko, a nam już jest zimno. Nie pomógł nawet kubek gorącego cydru. Nie wytrzymamy do północy w tym mrozie. Bez jedzenia - bo wszędzie w lokalach imprezy zamknięte. Bez ciepłego picia - bo patrz powyżej. I bez toalety.
Czyżby kolejna zmiana w planach?????
Sylwestrowa impreza z Times Square jest transmitowana na cały świat i tym samym przyciąga turystów z całego świata. Tłum ludzi, głowa przy głowie, światła reflektorów, koncerty zaproszonych artystów, odliczanie do północy i mnóstwo konfetti. Prowadzący imprezę co jakiś czas wracał w swych komentarzach to zimy stulecia, do temperatury na zewnątrz - było już -15 stopni Celsjusza. Ale temperatura odczuwalna to -20 stopni.
- "Ci z Państwa, którzy zdecydowali się dzisiaj pozostać w domach lub hotelach: podjęliście słuszną decyzję!" - powiedział radośnie. A my pokiwałyśmy do siebie głową ze zrozumieniem i podciągnęłyśmy koce pod brodę. Sylwester w pokoju hotelowym, przy gorącym kubku herbaty, to bardzo dobry Sylwester! :-) Ale o północy razem z innymi rozespanymi gośćmi hotelowymi zdobyłyśmy się na heroiczny czyn - wyszłyśmy na zewnątrz przywitać Nowy Rok i podziwiać fajerwerki. Szkoda tylko, że są prawnie zakazane w tym stanie...... :-(
Jedynie nad odległym Coney Island zamigotało coś symbolicznie na horyzoncie.
No to może chociaż noworoczny spacer po Central Parku uda się zrealizować zgodnie z planem? Tym bardziej, że 3 stycznia planowałyśmy już wyjeżdżać do Niagara Falls, aby podziwiać wodospad.
Temperatura się trochę poprawiła, więc -4 stopnie powitałyśmy niczym oznaki przedwiośnia i ruszyłyśmy do Central Parku. Tego dnia chmury i mgła nadciągnęły nad centrum miasta. Jak się później dowiedziałyśmy, chmury nadciągnęły w sumie nad całe wschodnie wybrzeże, od Florydy aż po New England, przynosząc porywisty wiatr i opady śniegu.
O nie!!! Nie pozwolimy, aby padający śnieg zepsuł nam spacer po Central Parku!!!!
3 stycznia wymeldowałyśmy się z hotelu, chociaż podświadomie czułyśmy, że kolejny etap podróży będziemy musiały zmienić. Nie chciałam się poddawać bez walki:
- No to sprawdź warunki w Niagara Falls? - poprosiłam córkę, która z rezygnacją kolejny raz włączyła neta w telefonie
- w Niagara Falls jest -20 i znów spadł śnieg.
- No to może pojedźmy do Waszyngtonu? - nie dawałam za wygraną
- w stolicy -15 i sypie.
- A Filadelfia? Boston?
- Tak samo. A w Bostonie część miasta jest bez prądu, a część zalana wodą.
- No dobra. Zostajemy w Nowym Jorku. To może chociaż popłyńmy promem na Liberty Island? Obejrzymy Statuę....
- Na promie w tej temperaturze?!?! Zwariowałaś?! Nie!!!!
- No dobrze - westchnęłam ciężko i zalogowałam się na booking.com aby znaleźć nowy hotel w mieście.
Następne dni upłynęły pod hasłem przewodnim powtarzanym we wszystkich mediach: "Nad wschodnie wybrzeże USA nadciąga śnieżny huragan Greyson. Jeśli nie musicie, nie wychodźcie z domu"
Cudownie. Idealny czas na zwiedzanie: WTC, Tribeca i reszta Dolnego Manhattanu....
Zrobimy mnóstwo zdjęć w pięknej, zimowej scenerii :-) jeśli tylko w tej śnieżnej zadymie uda się zatrzymać na chwilę, wyciągnąć telefon i nacisnąć migawkę.
Czyżby kolejna zmiana w planach?????
Sylwestrowa impreza z Times Square jest transmitowana na cały świat i tym samym przyciąga turystów z całego świata. Tłum ludzi, głowa przy głowie, światła reflektorów, koncerty zaproszonych artystów, odliczanie do północy i mnóstwo konfetti. Prowadzący imprezę co jakiś czas wracał w swych komentarzach to zimy stulecia, do temperatury na zewnątrz - było już -15 stopni Celsjusza. Ale temperatura odczuwalna to -20 stopni.
- "Ci z Państwa, którzy zdecydowali się dzisiaj pozostać w domach lub hotelach: podjęliście słuszną decyzję!" - powiedział radośnie. A my pokiwałyśmy do siebie głową ze zrozumieniem i podciągnęłyśmy koce pod brodę. Sylwester w pokoju hotelowym, przy gorącym kubku herbaty, to bardzo dobry Sylwester! :-) Ale o północy razem z innymi rozespanymi gośćmi hotelowymi zdobyłyśmy się na heroiczny czyn - wyszłyśmy na zewnątrz przywitać Nowy Rok i podziwiać fajerwerki. Szkoda tylko, że są prawnie zakazane w tym stanie...... :-(
Jedynie nad odległym Coney Island zamigotało coś symbolicznie na horyzoncie.
No to może chociaż noworoczny spacer po Central Parku uda się zrealizować zgodnie z planem? Tym bardziej, że 3 stycznia planowałyśmy już wyjeżdżać do Niagara Falls, aby podziwiać wodospad.
Temperatura się trochę poprawiła, więc -4 stopnie powitałyśmy niczym oznaki przedwiośnia i ruszyłyśmy do Central Parku. Tego dnia chmury i mgła nadciągnęły nad centrum miasta. Jak się później dowiedziałyśmy, chmury nadciągnęły w sumie nad całe wschodnie wybrzeże, od Florydy aż po New England, przynosząc porywisty wiatr i opady śniegu.
O nie!!! Nie pozwolimy, aby padający śnieg zepsuł nam spacer po Central Parku!!!!
3 stycznia wymeldowałyśmy się z hotelu, chociaż podświadomie czułyśmy, że kolejny etap podróży będziemy musiały zmienić. Nie chciałam się poddawać bez walki:
- No to sprawdź warunki w Niagara Falls? - poprosiłam córkę, która z rezygnacją kolejny raz włączyła neta w telefonie
- w Niagara Falls jest -20 i znów spadł śnieg.
- No to może pojedźmy do Waszyngtonu? - nie dawałam za wygraną
- w stolicy -15 i sypie.
- A Filadelfia? Boston?
- Tak samo. A w Bostonie część miasta jest bez prądu, a część zalana wodą.
- No dobra. Zostajemy w Nowym Jorku. To może chociaż popłyńmy promem na Liberty Island? Obejrzymy Statuę....
- Na promie w tej temperaturze?!?! Zwariowałaś?! Nie!!!!
- No dobrze - westchnęłam ciężko i zalogowałam się na booking.com aby znaleźć nowy hotel w mieście.
Następne dni upłynęły pod hasłem przewodnim powtarzanym we wszystkich mediach: "Nad wschodnie wybrzeże USA nadciąga śnieżny huragan Greyson. Jeśli nie musicie, nie wychodźcie z domu"
Cudownie. Idealny czas na zwiedzanie: WTC, Tribeca i reszta Dolnego Manhattanu....
Zrobimy mnóstwo zdjęć w pięknej, zimowej scenerii :-) jeśli tylko w tej śnieżnej zadymie uda się zatrzymać na chwilę, wyciągnąć telefon i nacisnąć migawkę.
Niestety, tym razem zmrożony wodospad Niagara nie był mi dany do sfotografowania. Muszę pocieszyć się poniższą animacją z Gulliver World w NYC.






















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz